Trochę o dawnych książkach, kulturze i sztuce. Niech antykwariat nie ulegnie zapomnieniu.
RSS
wtorek, 30 października 2007
Nasza Młoda Polska
Wyznaczenie ram trwania tej epoki jest stosunkowo łatwe, w porównaniu do epok poprzednich. O Młodej Polsce możemy mówić od 1900 roku do 1914. Daty te wydzielają okres, kiedy w sztuce pojawia się modernizm, impresjonizm, symbolizm, neoromantyzm. Początkowe lata epoki wyznacza modernizm oraz dekadentyzm, wraz z którym w epoce narastał pesymizm, poczucie beznadziejności, schyłku wieku oraz pewność, że niedługo skończy się świat.
wtorek, 12 czerwca 2007
Z historii kolekcjonerstwa

Zamiłowanie do gromadzenia pięknych przedmiotów istniało zawsze. Przez wieki stanowiło ważny sposób okazywania swojego statusu społecznego. Nie był to oczywiście jedyny powód, ale kolekcjonerstwo dotyczyło jednostek, które w przeciwieństwie do reszty społeczności, nie musiały się kłopotać o zapełnienie brzucha, a poprzez piękne przedmioty wyraźnie demonstrowały swój stan posiadania.

Jednak korzenie dzisiejszego zamiłowania do zbieractwa – poza odwiecznym oznajmianiem fortuny – są bliższe i bardziej współczesne. Co ciekawe wiążą się one z XIX-wiecznymi narodzinami mieszczańskiego gabinetu, gdzie w prywatnej atmosferze świeżo wzbogacone jednostki realizowały idee domowego muzeum, delektując się w samotności pięknymi przedmiotami, których posiadanie stanowiło w coraz wyraźniejszy sposób o prestiżu społecznym właściciela. Właśnie indywidualne mieszczańskie popędy – mówiąc w dużym skrócie – doprowadzają do powstania nowoczesnego rynku sztuki. Kolekcjonerstwo w różnych krajach ma oczywiście różną historię, odwołam się do przykładu francuskiego.

W pierwszej połowie XIX wieku we Francji – kraju szerokiej emancypacji i dominacji warstwy mieszczańskiej – wytwarza się nowego rodzaju praktyka: rozproszone w czasie i po Wielkiej Rewolucji Francuskiej przedmioty z arystokratycznych salonów (od książek, przez dzieła sztuki, po przedmioty codziennego użytku), stają się poszukiwane przez przedstawicieli warstwy mieszczańskiej, którzy w ten sposób starają się budować poczucie ciągłości swojego “rodu”. Odwiedziny w sklepie z antykami, rupieciarni, antykwariacie , magazynach z obrazami, rycinami, mapami czy dokumentami, cierpliwe szperanie, wzbogacone zdobywaną wiedzą w zakresie gromadzonej kolekcji zyskują w owym czasie znaczenie nowego świeckiego rytuału wybitniejszych przedstawicieli burżuazji. Zamykane następnie w ich gabinetach przedmioty są zarówno zazdrośnie strzeżone, jak i kontemplowane, a nawet podniesione do rangi istoty życia – wszystko inne zostaje podporządkowane tej jednej, jedynej pasji...

W owym okresie narodzin nowoczesnego modelu kolekcjonerstwa nie chodzi bynajmniej o lokowanie pieniędzy – dominują wtedy fortuny przemysłowców i spekulatów giełdowych – lecz cele daleko bardziej szlachetne – ratowanie historii, budowanie tożsamości elity, kształtowanie własnej wiedzy. Te motywacje będą głęboko zakorzenione w etosie mieszczańskiego świata: sumienności, systematyczności, kulcie wiedzy, przekonaniu o wadze prestiżu społecznego.

W drugiej połowie XIX wieku praktyka ta rozszerza się – kolekcjonerstwo zmienia się w skomplikowaną, wieloaspektową praktykę, której oddawać się będą zarówno demonicznie bogaci Rothschildowie, jak i przeciętni urzędnicy francuskiej Republiki. Stąd już bardzo blisko do manii kolekcjonerskiej w rodzącej się na przełomie XIX i XX wieku kulturze masowej. Do kolekcjonerów książek, bywalców antykwariatów, salonów sztuki, dołączą zbieracze pamiątek rodzinnych, zdjęć, papeterii i listów, pocztówek , znaczków pocztowych, ale też ci, którzy – według kryteriów XIX wieku – zbierają byle co: lalki, muszelki, opakowania po słodyczach, a dziś – po dwóch wiekach rozwoju tego prostego zbieractwa – plakaty gwiazd muzyki czy kart telefonicznych. Tak oto elitarna praktyka burżuazji, służąca budowaniu prestiżu i nowej tożsamości dla nowych bogatych (do dziś zresztą pełni tę pozytywną funkcję), upowszechnia się wśród marzącym o lepszym losie społeczeństwie masowym. Tak wyglądałaby więc – w brutalnym skrócie – rys z historii kolekcjonerstwa w Europie w ostatnich 200 latach.

Ale jaka jest w takim razie istota mieszczańskiego zbieractwa?

Kolekcjonerstwo XIX-wieczne, będące zamiłowaniem do posiadania pięknych rzeczy (ich funkcja estetyczna przeważa wyraźnie nad innymi), wydaje się po prostu najpełniejszą formą indywidualnej formy zamiłowania do własności prywatnej. Domowe muzeum w gabinecie odzwierciedla jaźń mieszczańską – w dobrym tego słowa znaczeniu. Jednostki fascynują się przedmiotami o wartości przede wszystkim sentymentalnej. Istotą jest tu bezinteresowne umiłowanie piękna.  

Zobacz: Historia życia prywatnego, tom 4 “Od rewolucji francuskiej do I wojny światowej”, pod red. Michelle Perrot, Wrocław 1999
17:17, tanielatanie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 maja 2007
Tragedia Grecka w działaniu
Tragedia grecka w działaniu to książka, która należy do bardzo interesujących publikacji w temacie aspektów scenicznych  odnalezionych greckich dramatów tzw. okresu klasycznego. owa perspektywa spojrzenia z powodu opinii wyrażanych głównie przez Arystotelesa, miała bardzo niedobry skutek w postaci zaniedbania i zapomnienia o tym aspekcie w powszechnej świadomości.

Głównym celem sztuk pisanych w tym okresie była prezentacja sceniczna. Taki cel przyświęcał dramatom antycznym i był on zasadniczą częścią tworzonego obrazu, który został jednak mocno zlekceważony w lekturze, czy badaniach naukowych.

Dzięki takim autorom jak Oliver Taplin przywraca się współczesnym interpretacjom dzieł antycznych właściwy aspekt spojrzenia, ich początkowy balans pomiędzy słowami a gestami i przedstawieniami. Pełen sens tragedii ujawnia się przecież dopiero wtedy, kiedy dokonujemy pełnej synestezji w obszarze zmysłów odbieranej formy.

Opracowanie Taplina to nie tylko niezastąpiona pomoc w interpretacji dramatów antycznych dla filologów klasycznych, teatrologów i literaturoznawców, ale jest konieczną lekturą dla scenarzystów i aktorów zainteresowanych realizacją udanych przedstawień na scenach teatrów.

Prof. Oliver Taplin jest cenionym wykładowcą w Magdalen College w Oksfordzie, autor ważnych książek o scenicznym wymiarze starożytnych tekstów dramatycznych.
19:11, tanielatanie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 maja 2007
Andrzej Walicki i Filozofia prawa rosyjskiego liberalizmu

Andrzej Walicki Filozofia prawa rosyjskiego liberalizmuTej książki już od dawno nie ma w księgarniach. Jest to ciekawa propozycja ze względu na palącą potrzebę rozwijania, we współczesnej Rosji, idei społeczeństwa obywatelskiego jako filozofii prawa i filozofii polityki.

Książka ta świadczy o tym jak potrzebne jest zdecydowane przezwycieżenie zapomnienia o myśleniu liberalnym, które ma również swoje tradycje w Rosji. Warto pamiętać, że są ciągle szansę na intelektualną analizę rzeczywistości przez rosyjskich filozofów.

Walicki Andrzej, to współczesny polski historyk idei, pisze wiele książek przetłumaczonych na kilka języków. Koncentruje się głównie na myśli rosyjskiej i filozofii narodu polskiego. Opisuje historię marksizmu i liberalizmu. Poniżej proponowane książki  autorstwa Andrzeja Walickiego:

13:00, tanielatanie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 maja 2007
Książki nieistniejące. Reaktywacja

 

Wbrew temu, co się powszechnie twierdzi, świat dzisiejszej literatury nie składa się wyłącznie z książek, które napisano, wydano, a następnie – powszechnie lub nie – czytano. I wcale nie dlatego, że niektóre z tych książek nie doczekały naszych czasów, przepadły w przepastnych kolekcjach zazdrosnych bibliofili, zostały spalone przez gniewne inkwizycje lub z jakichś nie wymienionych wyżej powodów po prostu zniknęły z naszego horyzontu. Historie takich książek są oczywiście pasjonujące – z nich pochodzą przecież pierwsze polskie wyrazy, fragmenty zdań, utwory... ale nie o tym chcę pisać.

Interesuje mnie tu i teraz zupełnie inny gatunek książek – to książki nieistniejące, takie, które nigdy nie powstały, nie zostały napisane, wydane i nie były przez nikogo czytane, nigdy... A jednak istnieją. Są to książki opisywane, streszczane, wymieniane, przywoływane, czy nawet cytowane w innych powieściach. Książki wymyślone. Książki nieistniejące. Pozycje, których znamy tylko tytuły, czasem fragmenty fabuł, imię któregoś z bohaterów, a zwykle tylko główne tezy czy ogólną problematykę. Tworzą one całą widmową blibliotekę, alterego istniejącej literatury. Książka nieistniejąca może być w utworze, w którym jest wymieniona, rekwizytem, może stanowić jej oś, czasami stanowić klucz do jej zrozumienia, może być bramą do alternatywnych światów, może też opisywać przyszłe światy bez książek lub stanowić świat z samych dzieł literackich (jak pisał Jorge Luis Borges ). Wystarczy przywołać kilka przykładów z początku listy nieistniejących książek – tylko na literę A. W książce Stanisława Lema Wizja lokalna, przywołuje się jedną z pozycji na temat kosmicznej cywilizacji Kurdli, zatytułowanej Analiza strukturalna poezji kurdlandzkiej, pracy zbiorowej znalezionej przez bohatera utworu, Ijona Tichego. W opowiadaniu wspomnianego Borgesa bramą do równoległej rzeczywistości jest The Anglo-American Cyclopaedia. Tom XLVI, New York 1917, a w Księgach Prospera Petera Greenawaya, znanych także z filmu pod tym samym tytułem, wśród 24 ksiąg wymienia się pięknie oprawione dzieło Atlas Orfeusza, zawierający m.in. wspaniale wykonaną mapę podróży do piekła i spowrotem... Na literę B... itd., itp. Ten słownik nieistniejącej literatury można by ciągnąc aż do końca alfabetu. Jak widać strategie autorów są tu różne, czasem chodzi o chwyt narracyjny, czasem o uwiarygodnienie świata przedstawionego, o żart... Powodów dla tworzenia literatury nieistniejącej jest zapewne tyle, ilu autorów, którzy ją rozwijają.

Watro czasem przypomnieć sobie, że literatura ma swoją piękną, bo nieistniejącą siostrę – literaturę widmową, literaturę nieistniejącą, lecz możliwą!

 
dr Marcin Wieczorek
wykładowca UW i AH w Pułtusku, socjolog kultury i poeta

 

(Zajrzyj: Paweł Dunin-Wąsowicz , Widmowa biblioteka. Leksykon książek urojonych, Lampa i Iskra Boża, Warszawa 1997)

15:44, tanielatanie
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 kwietnia 2007
Humorystyczny erotyk z XIX wieku
 
Dowcipnie było dowcipnie 
16:14, tanielatanie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 kwietnia 2007
Prawdziwa historia Gutenberga

Losy wynalazców dziwnie się czasem układają. Powszechnie wiadomo, że Jan Gutenberg wielkim wynalazcą druku był. Na marginesie, ściśle rzecz ujmując istotą jego wynalazku było nie drukowanie, ale możliwość – różniąca je od innych technik powielania książek – wielokrotnego użycia ruchomej litery do składania dowolnych tekstów. Gutenberg wynalazł sposób mechanicznego wyrabiania pisma za pomocą aparatu do odlewania metalowych liter-czcionek. Nad tym pracował aż do sukcesu. Tak na marginesie.

Jan Gutenberg (a właściwie Johann Gensfleisch zum Gutenberg), pochodził z rodziny mieszczan mogunckich, którzy swe nazwisko wzięli od posiadanego domu pod godłem "zum Gutenberg", w którym z ojca Friela i matki Elzy Wyrich urodził się przyszły wynalazca. Był – jak przystało na swój porządny rodowód – porządnym i pracowitym mieszczaninem i przez całe życie szukał uczciwego zarobku. W tym celu na wiele lat opuścił rodzinną Moguncję (typowa i dziś figura losu homo oeconomicusa, człowieka szukającego sukcesu życiowego w sferze ekonomicznej). Powrócił do niej – jak wynika z dokumentów – około roku 1444. Koncentrował się wtedy właśnie na sposobach usprawnienia produkcji książek.

I tu zaczyna się nasza historia. Aby rozpocząć produkcję swego wielkiego działa, Biblii 42-wersowej (od ilości wersów w kolumnie), zmuszony był do pożyczenia od bogatego mogunckiego mieszczanina Jana Fusta 1600 guldenów na uruchomienie warsztatu, a następnie zawiązał z nim spółkę w celu produkcji książek. Pozwoliło mu to na dokończenie niezbędnych prac nad wynalazkiem i pierwszym dziełem kunsztu drukarskiego. Gutenberg liczył też, że ze sprzedaży pierwszego nakładu Biblii uda mu się spłacić Fusta. Ten jednak okazał się jeszcze sprytniejszy i gdy Biblia była niemal gotowa – w 1455 r. – zażądał natychmiastowego zwrotu pieniędzy – olbrzymiej jak na owe czasy sumy, którą dokładnie znamy – 2026 guldenów. Gutenberg pieniędzy oczywiście nie miał. W wyniku procesu stracił na rzecz Fusta warsztat i cały niemal majątek. Fust, teraz już samodzielny posiadacz warsztatu drukarskiego, zawarł spółkę z najzdolniejszym uczniem Gutenberga, Piotrem Schoefferem i wspólnie wydali jedną z najsłynniejszych drukowanych książek Psałterz moguncki, do czego użyli gutenbergowskich czcionek i inicjałów. Co dalej działo się z Gutenbergiem, nie wiemy dokładnie. Prawdopodobnie stracił zapał do wynalazków.

Pointa. Nie wystarczy bowiem być wykształconym, pracowitym i pomysłowym, trzeba mieć jeszcze żelazne pięści do prowadzenia interesów!

dr Marcin Wieczorek
wykładowca UW i AH w Pułtusku, socjolog kultury i poeta
 

(Odwiedź antykwariat Atticus: Helena Szwejkowska, Książka drukowana XV-XVIII. Zarys historyczny, PWN, Warszawa-Wrocław 1975)

17:28, tanielatanie
Link Dodaj komentarz »